7 stycznia 2013

Paolini vs Fangmeier

   Zapewne wielu z Was doskonale zna książkę autorstwa Christophera Paolini'ego pod tytułem 'Eragon'. Powieść ta ma wielu zwolenników, nie tylko wśród dzieci, ale również w kręgu osób dorosłych i osobiście wcale im się nie dziwię. Pierwszy raz sięgając po tę pozycję, miałam w sobie odrobinę samozaparcia, ponieważ nie jestem wielką fanką fantastyki, jednak w miarę jak przewracałam kolejne strony, byłam wręcz wchłaniana do powieści. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jaką Pan Paolini ma wyobraźnię. Wymyślić tyle przygód, tyle postaci i miejsc, to rzecz bardzo ciężka i trzeba być naprawdę niesamowicie kreatywnym, ażeby coś takiego potrafić nie tyle stworzyć w głowie, co jeszcze umiejętnie przelać na papier. Autorowi się to udało - i to jak!
   Jak wiadomo, na podstawie takich hitów bardzo często kręci się filmy. Niektóre są lepsze, inne gorsze, ale ekranizacja 'Eragona' to była istna klęska. Pewnie nikogo nie zaskoczę tym twierdzeniem (jeżeli jeszcze to czytasz, Adamie, to wybacz, że znów Cię rozczarowuję, jednak szczerze powiedziawszy wątpię, że Ciebie w ogóle da się jeszcze czymkolwiek zaskoczyć), jednak oglądając ten film zaledwie wczoraj, wciąż nie mogę wyjść z osłupienia. Zacznijmy od tego, że akcja toczy się bardzo szybko, wątki przeskakują jeden po drugim, pomijając przy tym informacje, które są bardzo ważne, bądź po prostu najciekawsze. Rozumiem jednak, że film nie może trwać pięć godzin, więc reżyserzy zostali zmuszeni do obcięcia pewnych scen - to da się jeszcze przeżyć i przymknąć na to wszystko oko, ale jak można zrobić z Saphiry jakieś pierzaste coś? Kto widział kiedyś smoka z piórami? Nawet autor powieści zawsze podkreśla, że ciało tego błękitnego smoka pokryte jest łuskami, więc nie mogę pojąć, jak w ogóle doszło do takiej sytuacji. Gdy zobaczyłam pierzastą Saphirę, wybuchnęłam śmiechem i śmiałam się przez około dziesięć minut, nie mogąc się pohamować. Mimo wszystko muszę przyznać, że ruchy smoka wyglądały realistycznie, nie dopatrzyłam się w nich żadnej sztuczności - w przeciwieństwie do scen walki. Kiedy tylko ktoś zaczynał ze sobą walczyć, wyglądało to tak sztucznie, że aż szkoda było na to patrzeć. Film z pewnością nie należy do niskobudżetowych, więc można było się bardziej przyłożyć do tego typu spraw, szczególnie, że nie przechodzą one między palcami, a są widoczne niemal gołym okiem. Są jeszcze rzeczy, na które zwróciłam uwagę mimo, że może nie są aż tak ważne i widoczne. Postać Broma - niby wszystko w porządku, pięknie i ładne. Niestety nie do końca. Po pierwsze, w filmie nie ma mowy, że był to bajarz. Owszem, jest scena, w której opowiada o królu, jednak nie są to opowieści, jakie opowiadał w książce, lecz stwierdzenie faktów. Sprawa druga, i chyba najważniejsza, w powieści dowiadujemy się, że Brom był Smoczym Jeźdźcem w chwili, gdy owy umiera - tutaj dzieje się to wcześniej. Jest to dość irytujące niedopatrzenie, szczególnie, że odgrywa znaczącą rolę. Po trzecie, Śnieżny Płomień, na którym jeździł bajarz, w filmie wcale nie był śnieżny. Możliwe, że są to tak małe mankamenty, że w ogóle nie powinnam się ich czepiać, jednak w ogromie tych wszystkich rzeczy, jakie mnie w tej produkcji irytowały, to nie umyka i jeszcze bardziej potęguje rozczarowanie. Sami przyznajcie - co za problem jest wziąć do filmu konia o kolorze białym zamiast czarnego czy brązowego? To naprawdę aż tak wielki kłopot? Nie sądzę. Ostatnią sprawą, jaką tutaj poruszę, jest Saphira, a raczej jej głos. Słyszałam o tym filmie wiele opinii i prawie wszystkie był niepochlebne, lecz chyba sama dodałam sobie jeszcze większego cierpienia, puszczając film z dubbingiem. Joanna Brodzik, podkładająca głos smokowi (a raczej jej myślom kierowanym do Eragona), była tragiczna. Kompletny brak jakichkolwiek emocji w jej wypowiedziach był straszliwy i wręcz nie do wytrzymania.
   Osobiście czuję się naprawdę bardzo rozczarowana tym, w jaki sposób producenci wykonali swoją pracę. Jedyną rzeczą, która mogłaby pogorszyć ten film jeszcze bardziej, to chyba tylko zmiana koloru łusek Saphiry. Mimo wszystko muszę przyznać, że widok smoka zaraz po wykluciu był przeuroczy i na mojej twarzy mimowolnie zagościł uśmiech. W każdym razie - jeśli ktoś nie czytał powieści o Cieniobójcy, koniecznie musi to zrobić! Filmu natomiast należy nie dotykać, omijać szerokim łukiem i nawet nie myśleć o oglądaniu, a już w szczególności przed lekturą! To tylko zniechęci Was do czytania, a naprawdę między stronicami można znaleźć dużo więcej emocji niż na ekranie.

2 komentarze:

  1. Wow ! Jestem zaskoczona ilością szczegółów jakie zapamiętałaś z całej książki. Muszę przyznać, że w 100 % się z tobą zgadzam, co jak co, ale trochę wymagam od wysokobudżetowych filmów, a to coś to była totalna katastrofa. Aktorstwo dość drętwe, efekty specjalne nie powalały na kolana, a film trochę się dłużył... nawet nie trochę :/ Broma grał dość dobry aktor- Jeremy Irons- ale jak dla mnie nie popisał się swoim talentem i doskonale wiem, że stać go na dużo więcej. Nie wiem, czy jest to kwestia reżysera, czy po prostu źle dobranej obsady i ludzi którzy pracowali przy filmie, jednak jest on totalną klapą. Nic dziwnego, że nie zdecydowali się na nakręcenie drugiej części, bo coś mi się wydaje, że dużo kasy by na tym stracili. Ufff... skończyłam :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Kompletnie nie moje klimaty :D

    OdpowiedzUsuń